Papież tuż przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego: Duch Święty sprawia, że jesteśmy bogaci w nadzieję

Około 15 tys. osób na placu św. Piotra ♦ Franciszek podkreślił, że być "bogatymi w nadzieję" oznacza nadzieję "wbrew wszelkiej nadziei" ♦ Papież pozdrowił członków Wspólnoty Emmanuel i Odnowy w Duchu Świętym ♦ Papież zachęcił polską młodzież do budowania jedności

O działaniu Ducha Świętego, sprawiającego, że jesteśmy bogaci w nadzieję mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej w Watykanie. Franciszek wskazał, że chrześcijanie są powołani, aby z kolei sami stawać się „parakletami” czyli pocieszycielami i obrońcami braci, szczególnie ubogich, wykluczonych i nie kochanych. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 15 tys. osób.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Tuż przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego nie możemy nie mówić o związku między chrześcijańską nadzieją a Duchem Świętym. Jest On wiatrem popychającym nas do przodu, który sprawia, że trwamy w drodze, że czujemy się pielgrzymami i obcymi, i nie pozwala nam spocząć, abyśmy stali się ludem „osiadłym”.

List do Hebrajczyków porównuje nadzieję do kotwicy (por. 6,18-19). A do tego obrazu możemy dołączyć obraz żagla. O ile kotwica jest tym, co daje łodzi bezpieczeństwo i sprawia, że jest „zakotwiczona” pośród falowania morza, to żagiel jest raczej tym, co sprawia, że przemieszcza się ona i płynie po wodach naprzód. Nadzieja jest naprawdę jak żagiel; zbiera ona wiatr Ducha Świętego i przekształca go w siłę napędową, która popycha łódź, czy to na głębię, czy też do brzegu.

Apostoł Paweł kończy swój list do Rzymian następującym życzeniem: „Bóg, [dawca] nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (15,13). Zastanówmy się nad treścią tego pięknego słowa.

Wyrażenie „Bóg nadziei” nie oznacza jedynie, że Bóg jest przedmiotem naszej nadziei, to znaczy Tym, którego mamy nadzieję kiedyś osiągnąć w życiu wiecznym. Oznacza również, że Bóg jest Tym, który już teraz sprawia, że żywimy nadzieję, a wręcz czyni nas „weselącymi się nadzieją” (Rz 12,12): radosnymi obecnie, z powodu nadziei, a nie tylko żywiącymi nadzieję, iż będą radowali się w przyszłości, po śmierci. „Jak długo istnieje życie, tak długo istnieć będzie nadzieja” – mówi powiedzenie ludowe. Ale prawdą jest także stwierdzenie przeciwne: „Dopóki trwa nadzieja, dopóty trwa życie”. Ludzie potrzebują nadziei, aby żyć i potrzebują Ducha Świętego, by mieć nadzieję.

Jak słyszeliśmy, święty Paweł przypisuje Duchowi Świętemu zdolność do uczynienia nas wręcz „bogatymi w nadzieję”. Obfitować w nadzieję to znaczy nigdy się nie zniechęcać; oznacza nadzieję „wbrew wszelkiej nadziei” (Rz 4,18), to znaczy żywienie nadziei także wówczas, gdy zabraknie wszelkiego ludzkiego motywu do nadziei, jak to było w przypadku Abrahama, kiedy Bóg zażądał od niego złożenia w ofierze swego jedynego syna, Izaaka, i jak to było jeszcze bardziej w przypadku Maryi Dziewicy pod krzyżem Jezusa.

Duch Święty umożliwia tę niepokonaną nadzieję, dając nam świadectwo wewnętrzne, że jesteśmy dziećmi Boga i Jego dziedzicami (Rz 8,16). Jakże mógłby Ten, który dał nam Syna swego Jednorodzonego nie dać nam czegoś innego wraz z Nim? (por. Rz 8,32) „Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Dlatego nie zawodzi, bo jest w naszym wnętrzu Duch Święty, który nas pobudza, byśmy szli naprzód, stale naprzód. Dlatego właśnie nadzieja nie zawodzi.

Duch Święty nie tylko sprawia, że jesteśmy w stanie żywić nadzieję, ale również być siewcami nadziei, abyśmy i my byli – jak On i dzięki Niemu – „paraklitami”, to znaczy pocieszycielami i obrońcami braci. Siewcami nadziei. Chrześcijan może siać gorycz, może siać obawę, ale to nie jest chrześcijańskie. Jeśli tak czynisz, to nie jesteś dobrym chrześcijaninem. Sieje nadzieję, rozsiewa olejek nadziei, sieje wonności nadziei, a nie kwas goryczy i beznadziei.

Błogosławiony kardynał John Henry Newman w jednej ze swoich mów powiedział wiernym: „Pouczeni przez nasze własne cierpienia, przez nasz własny ból, a nawet nasze grzechy, będziemy mieli serca i umysły wprawione do wszelkiej posługi miłości wobec tych, którzy jej potrzebują. Będziemy w pewnej mierze pocieszycielami na obraz Wszechmocnego Parakleta, i to w każdym znaczeniu tego słowa: obrońcami, sługami, kojącymi pomocnikami. Nasze słowa i rada, same maniery, nasz głos, nasze oczy będą miłe i uspokajające” (Parochial and plain Sermons, t. V, Londyn, 1870, s. 300). Zwłaszcza ubodzy, wykluczeni, ludzie nie kochani potrzebują kogoś, kto stanie się dla nich „parakletem”, czyli niosącym pociechę i obronę, tak jak Duch Święty staje się dla każdego z nas, obecnych tutaj na placu – pocieszycielem i obrońcą. Powinniśmy czynić to samo dla najbardziej potrzebujących, odrzuconych, najbardziej potrzebujących, tych którzy najwięcej cierpią – obrońcy i pocieszyciele.

Duch Święty posila nadzieję nie tylko w sercach ludzi, ale także w całym stworzeniu. Św. Paweł Apostoł mówi, a wydaje si to trochę dziwne, ale to prawda, że stworzenie „z upragnieniem oczekuje” wyzwolenia oraz „jęczy i wzdycha”, jak bóle porodu (por. Rz 8,20-22). „Energia zdolna do poruszenia świata to nie anonimowa i ślepa siła, ale to działanie Ducha Bożego, który «unosił się nad wodami» (Rdz 1,2) na początku stworzenia” (BENEDYKT XVI, Homilia, 31 maja, 2009). Także i to pobudza nas do poszanowania rzeczywistości stworzonej: nie można poplamić obrazu nie obrażający artysty, który go stworzył.

Bracia i siostry, niech bliskie już święto Pięćdziesiątnicy, które jest dniem urodzin Kościoła, zastanie nas na modlitwie razem z Maryją, Matką Jezusa i naszą. A dar Ducha Świętego niech sprawi, abyśmy obfitowali w nadzieję, powiem więcej – abyśmy marnowali nadzieję, z tymi wszystkimi, którzy najbardziej potrzebują, najbardziej odrzuconymi, i tymi wszystkimi, którzy jej potrzebują. Dziękuję.

Słowa skierowane do Polaków:

„Witam polskich pielgrzymów. Pozdrawiam młodych, którzy – jak co roku – licznie gromadzą się w Lednicy. Drodzy Przyjaciele, “Idź i kochaj!” – to motto waszego spotkania. Prowadzi Was Maryja, która usłyszawszy w sercu to wezwanie, wyruszyła do Elżbiety, aby dzielić się radością swojego spotkaniem z Bogiem i nieść konkretną pomoc. Odtąd jest ciągle w drodze, nieustannie nawiedza swoje dzieci i niesie im Chrystusa, swego Syna. Drugim patronem waszego spotkania jest Zacheusz, o którym opowiadałem Wam podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, zachęcając do odwagi w poszukiwaniu Jezusa i do otwarcia Mu drzwi Waszego serca. Dziś Pan Jezus kieruje do Was te same słowa, które wypowiedział do Zacheusza: „zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w Twoim domu” (Łk 19, 5). Chce do Was przyjść i posłać was do braci, abyście dzielili się Jego miłością. Wie, że to nie jest to łatwe, dlatego zsyła Wam Ducha Świętego, który napełni Was Jego mocą. Proście Go o odwagę. Proście Go, aby pomógł Wam burzyć dzielące Was mury i uzdolnił do rozumienia siebie nawzajem, do budowania jedności wszystkich ludzi” – powiedział Ojciec Święty do pielgrzymów polskich dodał: „Wszystkich Was, którzy gromadzicie się nad Jeziorem Lednickim, u źródeł chrzcielnych Polski, zawierzam opiece Maryi i z serca błogosławię”.

KAI